Aktorką być...

Aleksandra Ciejek i Anna Popek

Aleksandra Ciejek o karierze, podejściu do życia i pracy aktora w rozmowie z Anną Popek.

Anna Popek: Olu, ostatnio o Twoich sprawach zawodowych rozmawiałyśmy w studiu telewizyjnych dobrych par lat temu.
Aleksandra Ciejek: Ale nie tak dawno, żebym nie pamiętała. Byłam w twoim programie z Kasią Figurą i Grażyną Barszczewską i mówiłyśmy o spektaklu „Miłość na trzy faksy" Esther Vilar.
Anna Popek: Później widziałam cię jeszcze na scenie w wystawieniu „Tamary" Johna Krizanca. To był spektakl grany z rzadkim w Polsce rozmachem, Pałac Na Wodzie w Łazienkach zamieniał się w niej w luksusową willę Gabriela d'Anunzio, a ty grałaś jego pokojówkę, Emilkę. Dość odważna rola, trzeba przyznać, nie każda kobieta wytrzymałaby to, co musiała przejść twoja bohaterka, w pewnym momencie zostaje prawie naga.
Aleksandra Ciejek: Pikanterii dodawał sytuacji fakt, że widzowie w tym spektaklu stali bardzo blisko aktorów , prawie tuż przy nich.
Anna Popek: Szło ci świetnie, grałaś w teatrze, byłaś rozpoznawalna jako Rysia z serialu „Graczykowie, czyli Buła i spóła", więc skąd ta przerwa w zawodzie?
Aleksandra Ciejek: Zrezygnowałam z teatru i seriali , przez 11 lat grałam tylko w telewizyjnym programie dla dzieci „Budzik". To był świadomy wybór. Macierzyństwo, dwie córki, zapracowany mąż... ktoś musiał to wszystko ogarnąć. Ale dzięki „Budzikowi" zachowałam kontakt z zawodem. Kiedy już bardzo za nim tęskniłam, szłam z córkami do piaskownicy, i tam zawsze ktoś mnie rozpoznawał (śmiech).
Anna Popek: Jak cię znam nie było to dla Ciebie łatwe...
Aleksandra Ciejek: Temperament w pewnym stopniu zaspokajało pisanie sztuk dla dzieci, reżyserowanie ich... Ale jednak z czasem przychodzi tęsknota i ten dzień, kiedy odkrywasz kobiecą dojrzałość, patrzysz na siebie innym okiem, okiem kobiety, która już zna swoja wartość, wie, jak wychować dzieci, ale wie też, jak tworzyć udany związek przez 15 lat i jak wciąż podobać się mężczyznom. Teraz jest czas kobiet dojrzałych, a przerwa w pracy daje dystans, nowe spojrzenie, spokój. To wielki skarb móc spojrzeć na swoje życie raz jeszcze i jeszcze raz spróbować powalczyć o swoje miejsce.
Anna Popek: Czy aktorka, jeśli nie nazywa się Meryl Streep, kończy się po 35-ce?
Aleksandra Ciejek: Monica Bellucci w Bondzie nie znalazła się przypadkiem. Zmienia się świat, na naszych oczach zmienia się też moda . Dwadzieścia lat temu czterdziestolatki wyglądały zupełnie inaczej. Współczesne 40 latki nie tylko ubierają się nowocześnie, ale przede wszystkim myślą jak młode kobiety. To prawda, mam czterdzieści lat i nie zamierzam grać dwudziestolatki. One mają młodość, ja doświadczenie i całą masę przeżyć – tych dobrych i tych złych, które budują mnie jako człowieka i jako aktorkę. Dla aktora instrumentem na którym gra jest jego ciało a raczej umysł. To z głowy trzeba wyciągnąć radość, smutek, strach, które czuje grana przeze mnie postać. Jeśli się wiele przeżyło, wiele można dać widzowi. W młodości swoją urodę, świeżość, i to jest piękne. W dojrzałości, w kolejnych rolach pojawia się bogactwo uczuć i wrażeń, których młody człowiek nie ma prawa znać. I to też jest piękne.
Anna Popek: A nie boisz się, że to tylko teoria, a w praktyce liczy się atrakcyjność aktorki?
Aleksandra Ciejek: Oczywiście, zdaję sobie z tego sprawę. Dlatego chodzę na siłownię, dbam o dietę i wklepuję w siebie wszystko, na co mnie stać (śmiech). Mój świętej pamięci Tata mówił, że jak się nie spróbuje, to na sto procent się nie uda, a jak się spróbuje, to jest pięćdziesiąt procent szans na sukces.
Anna Popek: I tego ci właśnie życzę.
Facebook Twitter Google+ Pinterest
Ostatnio zmienianypiątek, 13 listopad 2015 21:05
(7 głosów)
×

Log in